Wspomnienie o Tadeuszu Turze (1955 – 2020) – Władysław Mikucewicz
„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą, zostaną po nich buty i telefon głuchy…”. Słowa wiersza księdza Jana Twardowskiego, które zna już chyba cały świat. Ich głęboki sens uświadamiam sobie w szczególności za każdym razem, kiedy do wieczności odchodzi ktoś bliski, znajomy, kiedy z jakiegoś powodu jestem świadkiem konsekwencji czegoś, co dla żyjących jest nieuchronne i pewne - śmierci.
Tak dzieje się i teraz w sytuacji, gdy trudno mi jeszcze oswoić się z faktem, że Walne Zebranie Członków KZBS, jakie tym razem zdalnie, odbyło się 17 czerwca tego roku, było ostatnią okazją mego, co prawda, jedynie wirtualnego, kontaktu z Tadziem (bo tak do niego się zwracałem). Dlatego tych kilkanaście zdań pamięci Jego osobie poświęconych będzie dotyczyło zasadniczo współpracy z Nim na niwie funkcjonowania Rady Związku, w której pełniłem powierzone mi zadania przez minione dwie kadencje, a której miałem też zaszczyt przewodniczyć począwszy od drugiej połowy października 2015 roku. Dodam, że śp. Tadzio był jednym z tych, którzy usilnie namawiali mnie do przyjęcia tejże funkcji i tak, szczerze mówiąc, Jego argumentacja okazała się szczególnie przekonująca i skuteczna.
Właśnie oznaczony wyżej czas pozwolił mi bliżej poznać Tadzia, jako człowieka o niewątpliwych walorach osobistych, umiejętnie łączącego doświadczenie, fachowość, znawstwo środowiska, problematyki, sytuacji, szans i zagrożeń bankowości spółdzielczej ze zdolnością ich interpretacji, artykulacji oraz przekazu zewnętrznego, podającego propozycje określonych rozwiązań i wdrożeń do praktyki. Ze zrozumieniem i należytą powagą przyjmował także racje odmienne, jednocześnie potrafiąc w sugestywny, ale bardzo wyważony sposób przekonywać do swego stanowiska w określonych kwestiach. Bardzo cenię Go za zaangażowanie, obowiązkowość i pracowitość, jaką się wykazywał w realizacji przyjętych na siebie zobowiązań. Tu godzi się w szczególności podkreślić włożony wysiłek w pracę powołanej przez Radę KZBS Komisji Rewizyjnej, w ramach której wykazał się sumiennością, dociekliwością, ale też obiektywizmem i trafnością ustaleń oraz wypływających z nich wniosków.
Był (choć to słowo przychodzi mi wymawiać z trudnością) osobą o wysokiej kulturze, takcie, wyczuciu i skromności. Nie obnosił się publicznie ze swoimi problemami i kłopotami, a zwłaszcza tymi natury zdrowotnej. Indagowany, mówił o nich niechętnie, ucinając w tym temacie rozmowę na przykład, parafrazą jakiegoś powszechnie znanego, odnoszącego się do konkretnej sprawy, powiedzenia.
Do dziś widzę Go, zajmującego swoje miejsce przy stole konferencyjnym w siedzibie KZBS, opodal okna, mającego zawsze po swojej prawicy Wiceprezesa Zarządu, kolegę Janka Grześka. Na posiedzeniach Rady wykazywał się wielką aktywnością. Trudno mi przypomnieć sobie takie tematy, w których nie zabierałby głosu, czasami z trudnością powstrzymując swój naturalny temperament, wypowiadając się nie po to, aby zaistnieć w protokolarnych zapisach, ale by wnieść coś konkretnego do dyskusji, do przemyśleń lub wprost do zastosowania. Jego odejście jest wielką stratą dla naszego sektora oraz ogromną wyrwą w tkance polskiej spółdzielczości.
Miałem, oczywiście, także relacje osobiste z Nim na innej płaszczyźnie. Nie odmawiał mi swojej pomocy w sprawach związanych z powierzonym mi stanowiskiem prezesa zarządu banku spółdzielczego. Tak było w przypadku chociażby tworzonego przeze mnie regulaminu organizacyjnego czy konsultowaniu spraw związanych z szeroko rozumianym ładem korporacyjnym. Tu korzystałem z Jego doświadczenia, jak też z wiedzy uzyskanej w toku pełnionych przezeń funkcji w organach Zrzeszenia BPS. Jestem przekonany, że wiele naszych Koleżanek i Kolegów dołożyłoby do tego wspomnienia także swoje własne przemyślenia związane ze Zmarłym, bo z pewnością zapisał się w ich pamięci.
W tym miejscu pozwolę sobie jeszcze na jedną okolicznościową osobistą refleksję. Otóż jestem mimowolnym świadkiem pewnego łańcucha znamiennych postępujących po sobie zdarzeń. Mianowicie, kilkanaście dni temu uczestniczyłem w uroczystości pogrzebowej byłego dyrektora Banku Spółdzielczego w miasteczku, w którym zamieszkuję, w ubiegłym tygodniu pożegnaliśmy właśnie śp. Tadeusza, Prezesa Zarządu Mazurskiego Banku Spółdzielczego, a wczoraj dotarła do mnie wiadomość o śmierci red. Andrzeja Malanowskiego, związanego szczególnie ze środowiskiem bankowości spółdzielczej, pozostawiającego po sobie liczne, głównie piśmienne świadectwa więzi z naszym sektorem.
Kończąc, winien jestem dodania, że do napisania niniejszego tekstu sprowokowała mnie jeszcze jedna okoliczność. Oto bezmyślny i bezduszny komputer poprzez Facebooka przypominał, że 5 grudnia Tadeusz Tur kończy swoje 65 lat życia, co byłoby stosowną okazją do złożenia urodzinowych życzeń. Niestety, to była okazja ale do złożenia kondolencji Jego Najbliższym. Tadziu, spoczywaj w pokoju!
Władysław Mikucewicz